Wpisy z tagiem: Era Nowe Horyzonty Wrocław

czwartek, 09 września 2010

Ponieważ wakacje nieuchronnie zbliżają się ku końcowi, czas na pewne wspomnienia i przemyślenia.

Jako osoba zainteresowana przez jakiś przypadek kinematografią, co dobrowadza mnie konsekwentnie do bakrutcwa, w te wakacje, trwające tylko 5 miesięcy, bujałam się po festiwalach filmowych. A co będę sobie żałować.

Gdzie byłam? Gdzie to ja nie byłam... zaczęłam w maju Festiwalem Filmów Kultowych w Katowicach, później wybrałam się na Festiwal Muzyki Filmowej do Krakowa (Władca Pierścieni z muzyką na żywo!) oraz na cieszyńskie Wakacyjne Kadry. Na każdym z nich byłam raczej krócej, niż dłużej. Jedynie na Międzynarodowym Festiwalu Filmowych Era Nowe Horyzonty we Wrocławiu byłam w całości.
10 męczących dni. Ale jakich.

Bo życie na festiwalu filmowym, trwającym tak długo, jest aburdalne i wyjęte z rzeczywistości. Oglądanie pięciu filmów dziennie ryje psychikę człowiekowi. I niszczy stawy kolanowe

No ale spełniają się wtedy perwersyjne marzenia. Zawsze chciałam wyjść z kina lub zasnąć na filmie. Tak zasnąć-zasnąć, nie jedynie drzemać. Pierwsze z nich się spełniło. Nawet dwa razy. Wybitne "Refreny..." Johna - jakmutam - Torresa oraz "Hanzo zwany brzytwą". Ta.... niezapomniane chwile. Choć moim zdaniem o wiele lepszym pomysłem na ostentacyjne okazanie swojego stosunku do wyświetlanego obrazu jest.... pójście spać. Taki wyrafinowany sposób na zuo ze srebrnego ekranu. Muszę wspomnieć, że jury również nie zawsze jest zainteresowanie tym, co się dzieje. Jeden zasnął, drugi wyszedł, a trzeci całował się namiętnie ze swoją partnerką.

Jednak z samego zmęczenia nie udało mi się zasnąć. W przeciwieństwie co do niektórych... ;> Widziałam za to Andrzeja Chyrę i byłam w jednym budynku z Mirosławem Przylipiakiem. A to już coś.
Mieszkanie w 5 osób, w dość klaustrofobicznych warunkach, również jest wyczerpujące. Fizycznie  i psychicznie. A jeśli każda z nich jest od Ciebie mądrzejsza i starsza.... czasem bywa kiepsko.
Jednak zawsze bywa tak, że dobre i wesołe wspomniania wypierają te złe. Nawet makaron z zapałkami (Fidel Gastro!) nie wydaje się już straszny. A kiedy pomyślę  o kawie za darmo na ulicy... aż się cieplej robi. Choć kawa była ohydna. Film otwarcia, który najpierw wydawał mi się złem wcielonym? Gdy teraz myślę o "Enter the void" - myślę z sympatią. To taki festiwalowy fenomen. Szkoda jedynie, że w natłoku filmów niektóre tytuły przemijają niezauważone.
Ah, zapraszam do mnie na oglądanie "Shit year" (That's fuckin' interesting!).  ;D

Podsumowując: na ENH zobaczyłam coś koło 45 filmów. Najlepszy film konkursowy? Z tych, które widziałam, a prawie wszystkie były bardzo konkursowe i bardzo nowohoryzonckie, najbardziej ruszył mnie film, który wygrał: "Zwyczajna historia" (reż. Anocha Suwichakornpong). Bo to było coś.

Wszystkich erowiczów (coż za okropne słowo!) pozdrawiam i życzę dalszych festiwalowych przygód.
Najbliższa okazja? Już niedługo. Do zobaczenia na American Film Festiwal we Wrocławiu - 20go października!

ps - Nie mów tak głośno, bo ludzie się na Ciebie patrzą!

a tymczasem....