Wpisy z tagiem: kino
sobota, 11 września 2010
WoodyAllenProject, wyd. 0 tutaj, dziś wyd. 1 :)
Woody Allen, wszyscy wiedzą, że tak naprawdę Allan Stewart Konigsberg, urodził się 1go grudnia, roku pańskiego 1935. Boże, daj mu 200 lat życia, ażebym zdążyła zostać jego słynną montażystką. Jak to się stało, że Allan stał się Wood'm? Ano tak: urodził się w Nowym Jorku, dokładnie w dzielnicy o nazwie Brooklyn. Do kina zaczął chodzić w wieku 6 lat, fajnie się miał, bo w pobliżu jego domu było 25 kin. W tamtych czasach wytwórnie amerykańskie działały niezwykle prężnie, więc cały czas coś dobrego w którymś z tych kin było. Co za życie. :) Jednak o tym, aby zostać reżyserem nie myślał zbyt wcześnie. Jego większą pasją było pisanie. Jak sam wspomina, szybciej nauczył się pisać, niż czytać. Gdy widzi pustą kartkę papieru, nie może oprzeć się temu, aby ją zapełnić słowami. Początkowo chciał pisać dramaty, stwierdził jednak, że brakuje mu warsztatu, zajął się więc nowelami i krótkimi, dowcipnymi tekstami. Na zamówienie pisał już w wieku 16 lat, jednak konkretniej o jego pisarskich przygodach - następnym razem. Wkrótce zaczął karierę stand-up comediana, gdzie wypatrzyli go ludzie z Hollywood i zaangażowali do scenopisarstwa. Tak zaczęła się jego praktyczna przygoda z filmem. Jednak od czasu napisania scenariusza "What's New Pussycat", do pierwszych jego filmów (a co dopiero do takich filmów jak Annie Hall) minęło sporo czasu, czym nie będę zanudzać dziś. Bo to kolejny rozdział jego życia. Z czym kojarzymy Woody'ego i za co go najbardziej cenimy? Rzecz jasna za jego humor, za przewracanie wszystkiego do góry nogami, za Nowy Jork i za obronę szaleństwa. Za to, jak dobrze opanował sztukę łączenia poważnych tematów, trapiących go egzystencjonalnych problemów, z unikalnym poczuciem humoru. Filmy Woody'ego, niekoniecznie komediowe i niekoniecznie z ekranową kreacją jego samego (której nie powinno się mylić z osobą samego reżysera!), tworzą odrębny rozdział w kinematografii światowej, tworzą osobny gatunek filmowy. A jeśli nie tworzą, to przynajmniej ja jego filmową twórczość w ten właśnie sposób traktuję. Sam Woody jest nieśmiałym człowiekiem, nie lubi swojej sławy, co poniedziałek grywa na klarnecie (jest zakochany w muzyce jazzowej), jada u Eleine, mieszka na Manhattanie, a przyjaciele mówią do niego Max. Nie mogę doczekać się dnia, kiedy powie do mnie: Call me Max. :)
(Woody ucieszył się, że mnie kiedyś pozna ;p ) Mam nadzieję, że przybliżyłam choć trochę sylwetkę Woody'ego, tym którzy go nie znali. Bo już znają. Następnym razem opowiem o jego pisarstwie, życiu komika estradowego oraz o pierwszych scenariuszach. Jakieś pytania? Odsyłam do książki "Woody Allen" by Graham McCann lub do mnie. ;) Have a nice day with Woody! :) |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Tu bywam
Tagi
|